LIST DO CIEBIE KOCHANA

z 2 komentarze

78B0209 1024x683 LIST DO CIEBIE KOCHANA

 

Moja Kochana 😍

W pierwszej kolejności chciałabym Cię przytulić i bardzo mocno Ci pogratulować. Nawet nie wiesz jak bardzo jestem z Ciebie dumna. To co przeżyłaś przed momentem na sali porodowej/operacyjnej na zawsze zmieni Twoje życie. Zapewne w rękach trzymasz swój maleńki cud… swoją malutką istotkę, której wydanie na świat tak wiele Cię kosztowało. Pewnie jeszcze jesteś poniekąd oszołomiona. Za bardzo nie wiesz co się z czym „je”. To normalne. Na szczęście jesteś w dobrych rękach i w każdej chwili możesz poprosić położną o pomoc. Twój maluszek jeszcze cały czas śpi, Ty też możesz się zregenerować i odpocząć. Masz jeszcze chwilę zanim ten mały ssaczek dopadnie Cię „na zawsze”. Tak, tak na zawsze. Takie wrażenie będziesz miała gdy maluszek się rozbudzi i wejdzie w swój normalny tryb życia, czyli jedzenie, spanie, kupa, odbijanie. Będzie Ci się wydawało, że tylko karmisz, że Twoje życie tylko do tego się ogranicza. Tak będzie przez kilka pierwszych tygodni. Wtedy wrzuć tryb slow i poproś kogoś by Ci donosił jedzenie i dbał o dom.

Pamiętaj, by odbijać maleństwo po jedzeniu. Nie słuchaj tych którzy mówią, że jak karmisz piersią to nie musisz odbijać. Musisz. Prawie zawsze. Spionizuj je i pozwól by mu się odbiło. Inaczej będzie się biedactwo wiło, prężyło i stękało. Tak samo z karmieniem… Nie daj sobie wmówić, że możesz zaprogramować swoje dziecko by jadło co trzy godziny. Nie da się. Twoje dziecko będzie jadło wtedy kiedy będzie chciało. Nawet 20 razy na dobę, nawet co godzinę. A jeśli nadal płacze po karmieniu to znowu odbij je, ponownie przystaw do piersi lub zmień pieluszkę. Takie maleństwo nie jest skomplikowane w obsłudze. Jest bardzo proste, tylko Ty nie musisz o wszystkim wiedzieć choć bym chciała byś to wiedziała, by na początku było Ci łatwiej niż mnie. Ja wielu rzeczy nie wiedziałam. Tego nie da się sobie wyobrazić. Ten kto nie ma dzieci, nie miał połogu, itd. nie jest w stanie sobie tego wyobrazić…

Choć żałuję, że nie uczą o tym w szkole.Teraz jest mi łatwiej, bo znam schemat.

Na początku może Ci się wydawać, że nie masz mleka w piersiach, że nic nie leci… pamiętaj, że na początku z Twoich piersi wydobywa się siara. To najcenniejszy płyn jaki mozesz dać swojemu dziecku. Po jakimś czasie zacznie wydostawać się widoczny żółty, a potem biały płyn. Wiem, że mogą boleć Cię sutki i piersi. Sutki mogą być pogryzione. Wiem, że to strasznie boli. Współczuję Ci… Wiem co przeżywasz. Ale nie poddawaj się. Spróbuj wytrwać…niech Cię to nie zniechęci. Ja na początku płakałam.. dużo płakałam. Przy każdym przystawieniu do piersi. Potem przy każdej Córeczce było łatwiej psychicznie to znieść, bo ból przecież ten sam.  Ale to już znałam, więc zaciskałam zęby i karmiłam. Ale przyznaję karmienie piersią na początku nie jest fajne. Jak tylko mogłam to smarowałam swoim mleczkiem, szybciej się wtedy goiły. Uważaj też na nawał pokarmu. Nie musisz go mieć, ale bądź przygotowana. Przystawiaj maleństwo do piersi jak najczęściej (wiem, że boli, ale wytrzymaj Kochana). Maluszek Ci pomoże, będzie ściągał nadmiar. A Ty miej w zanadrzu schłodzoną kapustę i rób z niej okłady. Powinno pomóc.

Przy karmieniu, oprócz piersi i sutków boli też obkurczająca się macica. Weź wtedy paracetamol. Ja brałam, mi pomagał i bardzo łagodził ból. Na początku moja Droga, kiedy euforia minie możesz zacząć się czuć tak jakby przejechał Cię czołg. To normalne. To też minie. Z każdym dniem będzie coraz lepiej. Wiedz jedynie, że każda przez to przechodzi. Pamiętaj, że jesteś niezniszczalna. Tylko kobieta może chodzić przez kilka tygodni krwawiąc, nie śpiąc i dbając o swoich najbliższych.

Po porodzie w dodatku bez względu jaki on by nie był możesz się pocić. Jak szalona. Przygotuj sobie koło łóżka jakąś koszulę na zmianę, bo możesz dygotać z zimna. To też minie…

Pozwalaj sobie na chwile słabości. Nie duś w sobie emocji. Płacz wtedy kiedy chcesz płakać, śmiej się wtedy kiedy chcesz i krzycz wtedy kiedy potrzebujesz. Pierwsze tygodnie po porodzie to cały wachlarz emocji. Baby blues dotyka każdą z nas w mniejszym czy większym stopniu. Ale niech Cię najbliżsi obserwują i jeśli smutek częściej towarzyszy na Twej twarzy i trwa znacznie dłużej niż połóg skontaktuj się ze specjalistą. Depresja poporodowa jest szalenie niebezpieczna, ale wiedz, że można wtedy pomóc.

Kochana przed Tobą najpiękniejszy czas.

Zaczął się okres macierzyństwa.

Prawdziwej magii.

Chciałabym by to co tu napisałam Ci pomogło. To trudny okres, ale piękny. Więcej jest cudownych emocji i uczuć, choć może po tym liście tego nie wywnioskujesz, ale ja chciałam byś wiedziała o tych właśnie trudnych momentach. Tak bardzo chciałabym Cię przed nimi uchronić. Chciałabym by było Ci łatwiej. By czas po porodzie był prostszy, byśmy tak nie cierpiały. Naprawdę to wyjątkowy czas. Jak sobie uzmysłowię z jakimi trudnościami się borykamy my MAMY to w głowie mi się to nie mieści i tak sobie myślę, że słabo to natura wymyśliła. Mogłoby być łatwiej i mniej boleśnie.

Na koniec chcę Ci napisać, że dla mnie jesteś prawdziwą BOHATERKĄ.

Każda MAMA jest dla mnie prawdziwą SUPERMENKĄ.

To tylko my wiemy co każda z nas przeżyła.

Przytulam Cię Kochana i ściągam z Ciebie wszystkie trudne chwile, wszystkie złe emocje i zabieram Ci cały ból. Przytulaj teraz swojego maleńkiego skarbka i pamiętaj, że on nigdy już tak maleńki nie będzie. Te chwile mimo, że trudne są najcenniejsze i najpiękniejsze i już nigdy się nie powtórzą. Jesteś dzielna.

Trzymaj się moja Droga 💓

Twoja Edi

 

fot. Projekt Matka dla Mamissima, , Make-up Gabi Make-up Creator

2 Odpowiedzi

  1. Anna
    | Odpowiedz

    Dlaczego nikt nie powiedział mi tego 3 lata temu jak urodził się mój syn? Aż się popłakałam. Wszystko nagle wróciło – ból; robienie wszystkiego „na czas”, jakby to była co najmniej konkurencja olimpijska; skazanie na „samodzielność”, bo Tata nie dostał tatowego urlopu i 10 godzin dziennie spędza w pracy; ten cholerny strach i przeświadczenie, że wszyscy dookoła wiedzą i robią wszystko lepiej; napadowe dreszcze od których bolały najgłębsze mięśnie i które wyczerpywały bardziej niż 15 km przejechanych na rowerze; płacz z byle powodu; bezsilność, bo nie wiem o co Młodemu chodzi, jak pomóc; ramiona mdlejące od noszenia i kołysania; kilometrowe spacery, kiedy ja już podpieram się nosem, jestem zziębnięta (urodziłam w styczniu) a Młody postanowił jednak zrezygnować z drzemki i z lubością obserwować swoje wełniane rękawiczki i śniegowe chmury na niebie. Aż dziw, że po miliardowym odśpiewaniu „Raz Królewna Złotowłosa…” wciąż lubię tę kołysankę… I ta bezgraniczna miłość, która daje motywację żeby jeszcze więcej z Ciebie wycisnąć i dać z siebie Maluchowi; ta rozbawiona buzia z niebieskimi oczami, z ciekawością obserwująca parę buchającą z żelazka a chwilę później pochrapująca dając jasno do zrozumienia, że prasowanie jest nuuuuudne; ta dziecięca ciekawość dzięki której Mama miała (i wciąż ma) okazję żeby przeczytać 90% całej światowej literatury dla dzieci (a Babcia zna wszystkie części Przygód Misia Kazimierza na pamięć); te przyprawiające o zawał akrobacje, kiedy Tata postanowił z Synem oglądać skoki narciarskie a Syn przetestował, czy kanapa nadaje się do skakania w dal (i czy Tata za 21. razem też zdoła go złapać)…
    Tak, My, Mamy jesteśmy niezniszczalne. Jestem przekonana, że – jak w kiepskim dowcipie – nawet radzieckie czołgi nie dałyby nam rady. Fajnie by było tylko gdyby od czasu do czasu nasi najbliżsi dostrzegli, że pod Mamo-Czołgiem jest Mama lekko zagubiona, odrobinę zmęczona i potrzebująca tego, żeby usłyszeć „dobrze sobie radzisz”…
    Cytując inną Mamę: dla naszych dzieci jesteśmy najlepszymi Mamami pod słońcem – i nasze dzieci to wiedzą!
    Tylko nam samym trudno w to uwierzyć.

  2. Ola
    | Odpowiedz

    Anno nigdy nie komentuję niczego na forach czy stronach, ale tym razem muszę. Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz. Zwłaszcza za 2 ostatnie zdania. Bardzo mi były dzisiaj potrzebne. Tobie Edi też dziękuję. Pozdrawiam Wac ciepło!

Zostaw Komentarz

CommentLuv badge